Klaudia i Rafał to para która zgłosiła się do nas w sprawie pomocy przy otworzeniu lokalu z polskim jedzeniem ulicznym. 

My Warsaw – Polish Street Food to miejsce o  wyjątkowej atmosferze, nawiązujące wystrojem i klimatem do Warszawy. To kulinarna wyprawa po charakterystycznych smakach polskiego jedzenia ulicznego

Jednym z powodów dla którego się skusisz to oczywiście polska zapiekanka. Natomiast o drugim dowiesz się z tej rozmowy.

Nie sposób oprzeć się takiej parze. Zrobili na mnie ogromne wrażenie. Promienieją pasją, ale też potrafią od siebie dużo wymagać. 

Klaudia – ambitna perfekcjonistka, która w bardzo szybkim tempie awansowała, tym samym pozbawiając stanowiska mężczyzn z większym stażem. 

Rafał – opanowany, wspierający, luzak z  poczuciem humoru i jasno postawionymi celami.

Podczas wywiadu, oczywistym jest, że to ja zadaję pytania. Nie tym razem. Rozmowa bowiem skończyła się na tym, że to ja odpowiadałam na pytania typu „gdzie widzę siebie za pięć lat ? ” 🙂

Klaudia i Rafał razem tworzą świetny duet, który połączony z ich zdolnościami kulinarnymi, bez wątpienia przyniesie im sukces na który zasługują jak nikt inny.

Dlaczego tak uważam? Dowiesz się czytając ich historię.

Gastronomia to nasza pasja. To ona nas połączyła i wspólnie planujemy się rozwijać w tym kierunku.

Poznaliśmy się w pracy w pizzerii Dominos. Od zawsze pracowaliśmy w gastronomii i od zawsze mieliśmy ambicje by się w tym rozwijać. Po pewnym czasie każdy z nas dostał awans na stanowisko kierownika lokalu. Ja w Piasecznie, pod Warszawą – mówi Rafał, a Klaudia na  Wilanowie. 

A może byśmy pojechali do Anglii…?

W Polsce chcieliśmy kupić mieszkanie, odkładaliśmy na to pieniądze. Wypadek losowy sprawił, że musieliśmy przeznaczyć nasze oszczędności na coś innego. Po tej sytuacji, znów musieliśmy startować od początku. 

 W lokalu którym kierowałem ciągle brakowało personelu i oprócz zadań które musiałem wykonywać jako kierownik, jeździłem na skuterze z dostawą pizzy, ponieważ zawsze brakowało dostawców. Kilka razy pojawiał się temat wyjazdu do Wielkiej Brytanii. Któregoś dnia po prostu zdecydowaliśmy, że jedziemy. 

Zadzwoniliśmy do znajomego który mieszka w Anglii, powiedział że ma wolny pokój i w styczniu 2019 przyjechaliśmy do  Nuneaton. 

Nasze pierwsze dni na Wyspach…

Dzień po przyjeździe, zapoznaliśmy się z miastem, odpoczęliśmy, poszliśmy na obiad. Na następny dzień ruszyliśmy szukać pracy.

Nie mieliśmy CV, a nasz angielski oczywiście był komunikatywny, chociaż ciężko zrozumieć nam było akcent mieszkańców.

Pierwszy strzał – Dominos, bo to jednak ta sama sieciówka w której pracowaliśmy w Polsce.

Tam jednak nikogo nie potrzebowali. Następnie udaliśmy się do Papa John’s, ale tam też mieli pełny skład.

Kolejny nasz wybór to Pizza Hut . Okazało się, że akurat zwolniła się posada na stanowisko kierownika regionalnego, więc zostałam przyjęta od razu – mówi Klaudia.

Po kilku dniach – mówi Rafał, zadzwonili do mnie  z Papa John’s że jednak potrzebują kogoś  do robienia pizzy. Tak więc w pierwszym tygodniu oboje mieliśmy już pracę.

Klaudia: W Pizza Hut rzucili mnie na bardzo głęboką wodę,  ja nie byłam osłuchana z językiem, nie został mi wytłumaczony zakres moich obowiązków a właściciel lokalu zostawił mnie samą na zmianie już w pierwszy dzień.

Musiałam odbierać telefony z zamówieniem, nie mając pojęcia o brytyjskim systemie kodów pocztowych i sposobu w jaki opłaca się zamówienie.  Wpadłam więc na pomysł, że będę prosić klientów by składali zamówienia online. 

Rafał: Klaudię bardzo cenili w Pizza Hut, dostała nagrodę roku  za zaangażowanie w pracy.

Klaudia: ja się bardzo angażuję w to co robię, ponieważ uwielbiam pracę w gastronomii. A z takim doświadczeniem jakie oboje mamy , bardzo łatwo przychodziło mi radzenie sobie z obowiązkami, zarówno przy przygotowaniu pizzy jak i zarządzaniu zespołem. Wszystko było dla mnie naturalne, tylko że w innym języku. Po jakimś czasie Rafał dołączył do mnie jako dostawca i  tak zaczęliśmy znów pracować razem.

Iluzja góry lodowej. Czyli poświęcenie którego nie widać.

Klaudia: Na początku kiedy zaczęłam pracę w Pizza Hut byłam kierownikiem zmiany, potem szybko zostałam kierownikiem lokalu. Wówczas zaczęły się problemy z drugim kierownikiem zmiany. Brytyjczykiem, który od dawna pracuje w tej pizzerii. Miał mi za złe że tak szybko, dostałam awans i go pokonałam. Stwarzał problemy, których rzekomo ja byłam przyczyną i kontrolował mnie do tego stopnia, że nawet kiedy miał wolne w pracy, siedział w samochodzie pod pizzerią. Tak jakby czekał na moje potknięcie. Psychicznie byłam wykończona. 

Człowiek ten nie przyjmował do wiadomości, że sukces często jest poprzedzony porażkami i rozczarowaniami. Że to, co widzą ludzie, to wierzchołek góry lodowej która pod taflą wody skrywa ciężką pracę, upór, dobre nawyki i poświęcenie. 

Nie mógł pogodzić się z faktem, że Polka która pracowała kilka miesięcy, nie mówiąca biegle po angielsku, dostała tę pracę. Ta sytuacja doprowadziła jednak do mojego kolejnego awansu. Kierownik regionalny wziął nas na rozmowę i zaproponował przeniesienie do Oxfordu by zostać jego prawą ręką.

Ja naprawdę ciężko pracowałam by być najlepsza w tym co robię. Nie robiłam tego dla samego awansu, tylko dlatego że zależy mi na tym by wszystko funkcjonowało jak należy.

Przeprowadzka do Oxford 

Rafał: Klaudia jako prawa ręka kierownika regionalnego, sprawowała pieczę nad trzema lokalami. Dwa w Oxford i jeden w Abington. Mi wówczas zaproponowali kierownicze stanowisko w dzielnicy Rosehill.  Było to pół roku od naszego przyjazdu do Anglii. 

Pamiętam mój pierwszy dzień pracy, miałem mieć asystenta do odbierania telefonów a skończyło się że zostałem sam na zmianie z jednym kierowcą gdzie mieliśmy np 12 dostaw na raz. Nie mogłem uwierzyć, że można tak zaniedbywać własny biznes. W konsekwencji zadzwoniłem do kierownika i powiedziałem, że albo da mi jeszcze jednego dostawcę, albo nie przyjmuje już nowych zamówień.  

Tak pół żartem mówiąc, są sytuacje kiedy nieznajomość potocznego języka anglików  jest błogosławieństwem. Np. kiedy dzwonią niezadowoleni klienci, krzycząc i mówią rzeczy których lepiej  nie rozumieć  😉

Po pewnym czasie mimo moich starań by poprawić funkcjonowanie lokalu, przeniosłem się do pizzerii w której kierownikiem była Klaudia i pracowałem tam  jako dostawca i jej prawa ręka.

Klaudia: Kiedy zwolniło się stanowisko kierownika regionalnego w Pizza Hut, dostałam propozycję objęcia tej funkcji. Zarząd bardzo chciał bym to ja objęła tę posadę, jednak nie miałam prawa jazdy. Przez nawał obowiązków, brak czas i zmęczenie, kurs na prawo jazdy był niemożliwy. Tym bardziej że pracodawcy zależało bym zrobiła je w ekspresowym tempie.  

Stanowisko to więc dostał kierownik zmiany, który wiedział, że zaproponowano mu je tylko dlatego że nie mam prawa jazdy. To sprawiło, że znów zaczęłam być atakowana w pracy. Po jakimś czasie, było już tak źle, że musiałam to zgłosić. 

Dochodziło do takich sytuacji, że mężczyzna ten został zwolniony z obowiązków kierowania tym lokalem i zarządzałam, nim sama, nikomu nie podlegając. 

Wrzesień 2020 – Przeprowadzka do Reading

Po kilka miesiącach dostaliśmy propozycję poprowadzenie lokalu pizza Hut  w Reading.

Mimo, że byliśmy wtedy ogromnie zmęczeni, cieszyliśmy się z tej zmiany. Do tej pory uważamy, że przyjazd do Reading to  nasza najlepsza decyzja.

Ze względu na brak pracowników w Oxford, nie mogliśmy wziąć urlopu na czas przeprowadzki. Mieliśmy na głowie szukanie mieszkania w innym mieście, pracę i pakowanie. 

Często kiedy jechaliśmy oglądać nową ofertę, okazywało się że właśnie ktoś przed nami wpłacił depozyt. Do tego mieliśmy krótką historię mieszkaniową i agencje odmawiały nam najmu.

Na szczęści udało się znaleźć mieszkanie w centrum Reading, które jest dla nas idealne. Mieliśmy dwa dni by się przeprowadzić. Byliśmy bardzo zmęczeni. Wychodząc prosto z pracy w Oxford, rozpoczęliśmy przeprowadzkę. Po zwiezieniu rzeczy, zostawiliśmy pudła by pójść  do pracy w Reading.

Okres  wdrażający w nowej pracy? Jak zwykle, głęboka woda, dobrze że już nauczyłam się w niej pływać.

Klaudia: W pierwszym tygodniu w nowej pracy w Reading musiałam zająć się sprawami które działy się zanim przyszłam do tego lokalu i powinny być  już rozwiązane.

Pierwsza wyzwanie to sprawa kierowcy który cztery miesiące temu  wjechał klientowi na posesję i zniszczył płot. 

W drugim tygodniu jedna z pracownic zgłosiła molestowanie seksualne którego miał się dopuścić jeden z kierowców.

Oprócz zadań które musiałam wykonać jako kierownik, trzeba było przeglądać mnóstwo nagrań z kamer i szukać dowodów.  

Finalnie okazało się, że była to intryga pracownicy. Nie została zwolniona, co jeszcze bardziej spowodowało że sytuacja w pracy była bardzo ciężka. 

Było tam jeszcze wiele innych spraw które mnie psychicznie bardzo męczyły. Np. podczas świąt Bożego Narodzenia, kiedy mieliśmy ustalony wcześniej grafik, okazało się, że niektóre osoby się raptem rozchorowały, więc Rafał i ja przepracowaliśmy tam całe święta.

Rafał: Wydarzenia z ostatnich dwóch lat odkąd przyjechaliśmy do Anglii, jeszcze bardziej umocniły nas w przekonaniu, że wysiłek i zaangażowanie które wkładaliśmy w cudzy biznes, powinniśmy przeznaczyć na nasz własny.

Mieliśmy dość pracy w takich warunkach, wiedzieliśmy że mimo naszego oddania pracy, nigdy nie doprowadzimy lokalu do naszego standardu. 

Przyszedł odpowiedni czas i odpowiedni ludzie do pomocy,  tacy jak wasz zespół Nati Care. 

Przyszedł czas na spełnienie naszego marzenia. 

Na początek będzie to mała knajpka, ze świeżo przygotowanym jedzeniem. Nie planujemy nawet instalować zamrażarki. Wszystko będzie robione na bieżąco w naszej kuchni łącznie z sosami do zapiekanek czy kebaba.  Myślę, że nasi klienci docenią jakość produktu i serce jaki wkładamy w przygotowanie dla nich zapiekanki.